wieczna-optymistka blog

Twój nowy blog

że maluję palcami, a był to obrazek jasny, w tonacjach czerwieni i pomarańczy, tchnący ciepłem i radością

letnio

Brak komentarzy

to nie tak, że nie wiem o czym pisać. to nie tak, że nie mam, co pisać. raczej, gdy usiądę nad kartką lub klawiaturą, gdy pomyślę o tym, co mi w duszy gra, wcale nie chcę pisać. zamykam oczy i płynę wśród zadziwiających barw. potem uśmiecham się promiennie i podrywam się do tańca, nie potrzebując nawet muzyki. bo muzyka jest teraz wszędzie, gra mi w sercu dwadzieścia cztery godziny na dobę. wsłuchuję się w nią, wącham tak bliski mi zapach i chłonę życie. i nie wiem sama, czy to sen, czy też może faktycznie, pierwszy raz w życiu, bez żadnego ale i bez żadnego „co będzie” jestem szczęśliwa. są słowa, które tłuką mi się w głowie, a których panicznie się boję. a jednak… po raz pierwszy w życiu wiem, po prostu wiem, że wszystko będzie dobrze.

passion

tak sobie pomalutku szukam własnego miejsca i całkiem cichutko przycupnęłam na spuście migawki. to może być niewiele, to może być tylko taka mała przyjemnostka, choć najchętniej zamieniłabym to w coś dużego i na całe życie. ale nawet jeśli nie – mam jedną rzecz, która mnie bez żadnego „ale” cieszy i koi.
zawaliłam na własne życzenie sporo spraw. wiem, mea culpa, sama sobie zgotowałam ten los. ale teraz muszę podjąć parę decyzji i parę działań, by ten jeden rok nie zawalił mojego życia. determinacja i konsekwencja.
BE ZEN.

poważnie myślę nad szukaniem swojej literackiej zaginionej mnie. ona gdzieś tam jest, śpi, bo została zepchnięta z pierwszego planu, to znudzona ułożyła się pod poduszką i odpłynęła w ramiona Morfeusza. Morfeusz może i jest mężczyzną, którego tak brak literackiej mnie i zwykłej mnie, ale czas odrzucić mrzonki poszukiwania drugiego człowieka, który będzie brakującym skrzydełkiem, i zacząć szukać czegoś, co będzie protezą skrzydełka. a moją protezą zawsze była sztuka i literatura.

ech

Brak komentarzy

ja to się zawsze w jakieś dziwne sytuacje wpakuję
w coś pokrętnego, nienormalnego, niemoralnego, niestabilnego
w coś co burzy życia innym

a nic to – słońce świeci, a ja biegam z trzecim okiem.

potrzebuję wyciszenia, rozpaczliwie potrzebuję uspokojenia. najgorsze, że najprostsze ze znanych mi uspokajań, czyjeś ramiona i cichy szept „będzie dobrze, jesteś dzielna” są niedostępne, są wręcz na przeciwległym biegunie od dostępności, a ja miotam się w panice, nad tym jak zmarnowałam ostatnie parę miesięcy, jak to nie wiem, w co ręce włożyć i co robić, a co zostawić. moja zewnętrzność – przyśpione oczy, muzyka indyjska i te palone świeczki są skrajnie odmienne od tego rozedrgania, które siedzi we mnie. Doś mówi „dasz radę” i pewnie dam, ale teraz jestem nerwowa i uzależniam się od olbrzymich ilości czekolady z orzechami. Ciągle tylko czekoladę jem i kawę piję.
i zdjęcia robię, mnóstwo zdjęć. od momentu otrzymania aparatu pewnie uzbierałam już z 6gb zdjęć, a będzie więcej, dużo dużo dużo więcej. będę miała co robić w wakacje – sortować. sortować, przerabiać, wybierać.

daję sobie okropny wycisk na sali gimnastycznej, ale to nic nie daje. palce mam poobgryzane do krwi.

I want to be a seahorse.

NIEPOKÓJ

i tak krążąc od ściany do ściany

obijam sobie knykcie

o życie

zamykam się w dźwięku

w floralnych źrenicach czasu

powidoki

dłonie pachną jaśminem i cytrusami

a ja tonę w ściekającej farbie

emocje malowane palcami

na popękanej szybie

którą ktoś dawno powinien

wyrzucić

ciepło, cieplej… znowu mróz. zima już męczy. owszem, biały puch śniegu na plaży lub w lesie o 1 w nocy wygląda zjawiskowo. owszem, ten śnieżek padający i iskrzący się w światłach samochodu tuż przed oczami także. ale, ale, już skute mrozem brudne trawniki absolutnie nie. zatem składam petycję do Dyrektora Niebieskiego o powrót wiosny. podpisuje się pod tym Agata, oraz jej wiosenne buty, którym nudzi się w szafie.

plany, plany, plany. do wielu planów udało mi się przekonać parę osób. myślę, że rok 2010 jeśli nie udany pod innymi względami, to na pewno będzie bogaty podróżowo. na razie grafik ustalony już na kwiecień i maj. potem to już łazikowanie, koncerty, festiwale, wakacje… i byle do września, gdy odwiedzimy południowe zakamarki Europy. cudnie.

napawam się obecnością czegoś niedefiniowalnego. po prostu obecnością. jest błogo, spokojnie i nie wymaga rozmów.

ciepło, cieplej… znowu mróz. zima już męczy. owszem, biały puch śniegu na plaży lub w lesie o 1 w nocy wygląda zjawiskowo. owszem, ten śnieżek padający i iskrzący się w światłach samochodu tuż przed oczami także. ale, ale, już skute mrozem brudne trawniki absolutnie nie. zatem składam petycję do Dyrektora Niebieskiego o powrót wiosny. podpisuje się pod tym Agata, oraz jej wiosenne buty, którym nudzi się w szafie.

plany, plany, plany. do wielu planów udało mi się przekonać parę osób. myślę, że rok 2010 jeśli nie udany pod innymi względami, to na pewno będzie bogaty podróżowo. na razie grafik ustalony już na kwiecień i maj. potem to już łazikowanie, koncerty, festiwale, wakacje… i byle do września, gdy odwiedzimy południowe zakamarki Europy. cudnie.

napawam się obecnością czegoś niedefiniowalnego. po prostu obecnością. jest błogo, spokojnie i nie wymaga rozmów.

kiedyś

Brak komentarzy

„Zaczęłam czuć wiosnę. Otwieram się na ludzi. WYchyliłam najpierw ostrożnie głowę spod ziemi, a teraz niepewnie rozchylam płatki. Ale powoli, delikatnie nawiązuję bliższe stosunki z ludźmi. Coraz rzadziej udaję, że ich nie dostrzegam. To nie jest prosta operacja, niemal inwazyjnie leczę swoją zaskorupioną duszę. Ale zaczynam traktować ludzi, których spotykam niemal codziennie jak znajomych z roku, a nie obcą szarą masę, która mi na nic nie jest przydatna. Czasem brak mi samotności zatonięcia w książce podczas oczekiwania na zajęcia. Nudzą mdłe i niepotrzebne rozmowy na infantylne tematy. Ale wiem, to przecież naturalny składnik ludzkiego życia towarzyskiego. Tylko, kochany, znasz mnie, wiesz jak bardzo potrzebuję poważniejszych rozmów, jak nie lubię dreptać nerwowo w miejscu. W takich chwilach brak mi Ciebie jak nigdy. Jesteś nie tylko moim schronieniem. Rozmowy z Tobą są pożywką dla duszy. Kochyany, tak chciałabym móc Ci pokazać idącą wiosnę. Ty byś zrozumiał dlaczego uśmiecham się nagle, biorąc głęboki wdech. I dlaczego wolę samotność niż pusty śmiech.”

z listów do T.
tęsknię za tą wiosną i tęsknię za swoim idealistycznym poetycznym charakterem ówczesnym :)

ostatnio ciągle słucham Niny Simone. ten ciemny, mocny głos i te teksty wprawiają mnie w doskonały nastrój. rozpraszają melancholię. kiedy mam ochotę poskakać – puszczam Patti Smith. „Gloria” i „Land” same podrywają mnie na nogi i każą tańczyć aż do utraty tchu. więc tańczę i tańczę, a wokół mej twarzy wirują rozpuszczone ostatnio nieustannie włosy.
maluję mocno oczy, farbuję włosy na rudo i ubieram trzy swetry, po czym idę iść w mróz. mam towarzysza, z którym mogę porozmawiać albo pomilczeć w zależności od nastroju. i to pomaga odzyskać równowagę.
gdy jestem zła przekuwam złość w pozytywną energię na basenie. po czym zmęczona i szczęśliwa czytam felietony Pilcha przy dźwiękach muzyki Shannon Wright. kobiece wokale rządzą ostatnio moją muzyką.

wokół mnie wytworzyła się zabawna sytuacja. mam więcej możliwości niż ochoty, spełniają się rzeczy, których w życiu bym nie podejrzewała. i już nie wierzę w słowa kogoś, komu tak ufałam niedawno. spadły mi klapki z oczu w niektórych kwestiach. przede wszystkim – czuję się tak niesamowicie wolna, wolna od trosk. mogę mieć wszystko, bo dostaję wszystko co mi się zamarzy. to niesamowite, nagromadziło mi się mnóstwo dobrej karmy.

mam kilka wielkich postanowień i sporo tych malutkich. skupiam się na sobie i dobrze mi idzie. walka z samą sobą podjęta i szale zwycięstwa przeważają na moją stronę. oglądam seriale, oglądam filmy, czytam książki i całuję kogo chcę.


  • RSS